Osobiste spojrzenie na Honoriusza Balzaka

Autor: Marek Jastrząb, Gatunek: Proza, Dodano: 19 lipca 2012, 11:58:41, Tagi:  Honoriusz Balzak

Tło

Wynikłe z Rewolucji 1789 r., Cesarstwa i dwukrotnego powrotu Monarchii narodowe metamorfozy sprawiły, że niektórzy niewłaściwi zostali wyniesieni do zaszczytów, a ich poprzednicy – pospadali ze swoich piedestałów.

Zamieszki są z początku buntem zrodzonym ze społecznego niezadowolenia. Kierowanym przez  ludzi prawych, o czystych rękach i szlachetnych intencjach, są zrywem obywatelskiej desperacji.  Rozruchy sprowokowane są bezsilnym poczuciem krzywdzących dysproporcji w podziale dóbr. Lecz gdy się rozszerzają tak, że nie można nad nim sprawować kontroli, uaktywnia się demagogiczny szlam i z kanałów wychodzi ferajna zwolenników każdej idei, której nie zależy na prawie do chleba, lecz na prawie do bezkarnej grabieży.

W opustoszałych gabinetach po zgilotynowanych tyranach, rozsiadły się nowe kukiełki z teatrzyku Historii: karierowicze, obrotni spekulanci, demagogiczni frustraci wyrośli z niebytu i żądni rozlewu cudzej krwi.

Wśród konsumentów rewolucyjnych zdobyczy znaleźli się i tacy, którym było nie po drodze czy to ze zwycięzcami, czy z pokonanymi. Ponieważ ani w Monarchii, ani w jej zdeformowanym produkcie nazywanym Cesarstwem, nie czuli się po właściwej stronie barykady: czy to za Króla, czy za Republiki, wiedli życie godnych zaufania, szanowanych kanalii; było im wszystko jedno, kogo należy uwielbiać, Najjaśniejszego Marnotrawcę, Najkrwawszego Robespierre’a, czy Napoleona; z równym zapałem opowiadali się tak za potrzebą dokonywania radykalnych zmian, jak i za koniecznością powrotu do poprzedniego menueta dziejów.

Konserwatyzm i liberalizm ciągnęły ten sam wózek, lecz każde ugrupowanie pchało go w odwrotną stronę, w innym tempie i z zamiarem uzyskania odmiennych dobrodziejstw. Liberałowie, nacja spolegliwych rabusiów, ugrupowanie fanatyków ekonomicznej swawoli i prawnego rozgardiaszu, ludzie wmontowani w robienie dozwolonych kantów, zagorzali zwolennicy ekonomicznego bałaganu, opozycjoniści Monarchii, opowiadali się za literaturą klasyczną, Rojaliści natomiast, sekta spod znaku berła i wina, za literaturą dla egzaltowanych obserwatorów własnego pępka, za literaturą karmelkową, ufryzowaną z lirycznych i łzawych westchnień, ale tak jednemu, jak drugiemu obozowi, drogę w przód, czy do tyłu rozświetlała nostalgia za niezrealizowanymi tęsknotami, to felerne złudzenie każdej politycznej miotły polegające na przekonaniu, że jej nowe porządki okażą się lepsze od starych.

Ówczesna prasa, nieopierzona jeszcze, zajmowała się omijaniem prawdy o rzeczywistości, pogłoskami, supozycjami, jawnym bajdurzeniem, jakby oprócz rezonerskiego politykowania nie stać jej było na przytaczanie faktów i poruszanie się w obrębie nieomylnych informacji; pospolite ruszenie pismaków o skrajnie cynicznych poglądach,  popierało mętne interesy. Przedrewolucyjny okres pozostawił w spadku prawo nieczytelne, rozwodnione przez  wyraźny brak logicznej interpretacji: prawo sprzecznych paragrafów. Ignorowało ono jednostkę;  państwo było heteronomiczne i policyjne - po staremu, natomiast sfraternizowany obywatel, bezradny i zagubiony - po nowemu.

Luki prawne były  drożdżami legalnego cwaniactwa; brak jurystycznej obroży rozwydrzył wyznawców finansowego prymitywizmu, mnożyły się więc majątki niepewnego pochodzenia. Sądownictwo działało opieszale. Rekiny krętactwa śmiały się ze sprawiedliwości w kułak, a złodziejski plankton odsiadywał kolejną pomyłkę w wylęgarni wrednych talentów. Policja nie spełniała swoich zadań bawiąc się z łotrzykami w chowanego. Rosły zwarte szeregi ludzi takich, jak Fouche, policyjny brytan opowiadający się za każdą władzą. Dawał się we znaki upadek jakichkolwiek pozytywnych wzorców; poprzednie autorytety moralne zostały obalone, lecz ich miejsca nie zajmowały trafniejsze. Lęk przed bezprawiem spowodował zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne osłabienie  znaczenia państwa. Wśród ludzi, którzy pozostali w miejscu sprzed ustrojowych przemian rodziło się coraz powszechniejsze rozczarowanie nowym systemem.

To były balzakowskie realia. Określi te lata jako "panowanie arystokracji pancernych kas". A w  "Jaszczurze" powie: "Wolność rodzi anarchię, anarchia wiedzie do despotyzmu, despotyzm przyprowadza znów do wolności".

*

Balzakowski świat parzy, odstręcza i frapuje. Jego opinie są pesymistyczne: świat jest kotłem, w którym pichcą się koncepty. Teraz wiemy, że nie ma, nie było i już nie będzie podobnego zjawiska; gdyby zdarzyło się zwycięstwo jego pragnień, byłby dusigroszem przemijania. Lecz niełaskawy los oszczędził go dla czytelników; talent pada pod naporem układów, a geniusz syci się przeszkodami, wchłania doczesne rafy i czyni z nich gustowne przystanie.

Jego pisarstwo znajduje się pomiędzy Szekspirami. To, co niemożliwe dla nas, dla niego staje się igraszką woli, fanaberią ducha. Jego powieści mają rozmach; nie są kameralnymi dąsami Romantyzmu, przeciwnie, zawierają duży ładunek obyczajowych scen, które do teraz stanowią żer dla epigonów jego myśli. Nazywają go Prometeuszem, sam częstokroć określa się wyrobnikiem pióra (pisze sześćdziesiąt stron na dobę), lecz niezależnie od słów, obowiązkiem geniusza jest cudotwórstwo; rzeczą ludzką jest błądzić, a jego - trafiać do ich serc.

*

Czy można mówić o nim, nie wspominając o zażartej walce Klasyków z Romantykami, nie wspominając o nowych, ożywczych, tchnących optymizmem kierunkach w  literaturze, o poetycznym duchu romantycznym, jakże innym od naszego, upolitycznionego, wrzącego od niepodległościowych sporów, o wyścigu trafnych diagnoz i recept na zbawienie Ojczyzny? Czy można mówić o nim, nie dotykając jego współczesnych, milcząc o Wiktorze Hugo, George Sand, Delacroix, zaprezentować go bez powiedzenia o Walterze Scotcie, o Byronie, nie nawiązując do Lista i Beethovena, nie odnosząc się do epigońskiego malarstwa  przed  Wielką Rewolucją, a pełnym naturalnego wigoru  po  niej, o architekturze, muzyce i rzeźbie, o tych procesach i zjawiskach, z którymi się stykał, których echa widoczne są w każdej jego powieści?

Poza francuską miedzą, w 1836 roku, Gogol wystawia "Rewizora", gorzką komedię o tragicznych czasach. Ma 27 lat. A w 1842 publikuje "Martwe dusze". W 1831 roku, a zatem w roku publikacji "Jaszczura", równolatek Honoriusza, Puszkin, kończy pisanie "Eugeniusza Oniegina". Ma 32 lata. Bűchner w 1836 roku ogłasza "Woycek´a". W tym samym roku ukazuje się "Spowiedź dziecięcia wieku", dzieło Musseta. Anglia może szczycić się Dickensem i jego "Klubem Pickwicka" (1836). Goethe zawłaszcza egzaltowane dusze i po Europie rozlewa się moda na spazmy w werterowskim stylu.

Za atlantycką kałużą dogorywa Niewolnictwo. Wkrótce Wojna Secesyjna położy trupem wielu idealistów. W powietrzu wyczuwa się ideologiczną jonizację: dla człowieka nadchodzi lepszy klimat: ocieplenie dusz i ogólne zbratanie. Euforyczny Thore, Francuz, galopuje: istnieje już tylko jedna rasa i jeden naród, już tylko jedna religia i jeden symbol – ludzkość! [Thoré - Bürger Nowe kierunki w sztuce XIX wieku POLSKA  AKADEMIA  NAUK].

Zaczynają się  polityczne exodusy: upada Powstanie Listopadowe i następują obrachunki z przeszłością. Przychodzi czas na wylewanie krokodylich łez i zewsząd słychać tupot rozwścieczonych motyli w konfederatkach.  Mickiewicz w Paryżu, dokąd zaniosły go krajowe klęski, pisze "Pana Tadeusza", Chopin nie daje się namówić na skomponowanie Narodowej Opery, a Norwid gaśnie w przytułku. Mistyk, umysłowy chudziak i diaboliczny maestro, Mąż Opatrznościowy - Towiański, z kropidłem w ręku zamiast serca na dłoni, spieszy z Litwy na mesjanistycznej miotle do Pana Adama, by mu ratować z obłędu żonę, Celinę Szymanowską, by, ludzi tej miary, co Słowacki, owinąć wokół swojego charyzmatycznego palca.

To również Francja, lecz Francja nie Balzaka: Balzak jest frankofilem.

cdn.

Komentarze (1)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się