Osobiste spojrzenie na Honoriusza Balzaka 2

Autor: Marek Jastrząb, Gatunek: Proza, Dodano: 20 lipca 2012, 08:45:39, Tagi:  wersja do druku w wydawnictwie PISARZE.PL

Muza

Początki: nie ma swojej Celesty opisującej mu wielkopańskie narowy, chusteczki, trykoty, okulary kupowane na tuziny, pompatyczne, zamówione do domu kwartety, wiernej Celesty - sekretarki, powiernika najskrytszych tajemnic, lojalnego Cerbera i osobistego bramkarza, kobiety kochającej Prousta jak własne dziecko; w zamian jest z nim pani  Laura de Berny.

To pierwszy i długotrwały związek Honoriusza. Z kobietą o wieku sentymentalnym i zaprzeszłym; dla innych, lecz nie dla niego. Dla niego był to związek zmysłowy, najpierw fizyczny, a w późniejszej fazie - tylko duchowy, wyłącznie przyjacielski, zwykle jednak nacechowany obustronną wyrozumiałością i wzajemną rewerencją; związek ascezy i zgody na nienasycenie. Kiedy spotykają się, Balzak ma 22 lata, Laura - 45. Początek znajomości nie jest zachęcający. Zanim ulegnie płomiennym namowom Honoriusza, minie rok.

Ma obiekcje, waha się: wprawdzie mógłby być jej synem (niekiedy jest irytującym dzieciuchem), ale na jego korzyść przemawia niepospolita imaginacja i przebłyski talentu. Maniery Honoriusza pozostawiają wiele do życzenia. Jeszcze nie potrafi językowo pełzać, a już chce być sławnym  literatem. Pisze niezgułowate powiastki, ckliwe ramoty, tandetne, schematyczne, bez polotu, nieprawdopodobne, naszpikowane korsarzami, nierealną interwencją sił wszechmocnych, a nieczystych. Przesłodzone westchnieniami,  roztrzęsione epistoły fabrykowane pod niewybredny smak publiki. Tworzy fabularne półwyroby galanteryjne: niby w historycznym kostiumiku, niby w żabotach z epoki, ale gdy nadziewa się na problem, który przekracza wąskie gardło jego wiedzy, omija go i na brzegu swoich wypocin umieszcza niefrasobliwą adnotację, że błędy, które popełnił, są zamierzone, celowe, przemyślane.

Co prawda pisze pod pseudonimem, ale nie są to utwory dojrzałe, ostateczne, skończone; wymagają dopracowania, nadania im indywidualnych rysów, tych cech, których w nich brak, oryginalności, niepowtarzalności, lecz kto, jak nie ona, mogłaby stać się jego nauczycielką, wychowawczynią, mentorką, przewodniczką po ogładzie, po dobrym smaku?

Jest bezkrytyczny w stosunku do swoich umiejętności, lecz jakie to wdzięczne zadanie dla kobiety, wywierać wpływ na najdroższego, być Muzą Geniusza, zrobić z Zapowiedzi Wielkiego Człowieka – niepowierzchowną doskonałość? I po roku następuje to, co mogło już od roku trwać. A po czterech - nie widzi za nim świata.

Laura jest odtąd lepszą częścią jego duszy. Przy niej odpoczywa, z nią dzieli się myślami, obawami, rozterkami, roztacza plany, zwierza się jej i jej się powierza bez reszty. Przy niej może być sobą; bezpieczny, wyzwolony od udręk. Jest nadworną recenzentką trawiących go płomieni; zna go jak nikt. Uczy go; rozwija w nim niesprecyzowane, uśpione jeszcze sposoby widzenia i syntetycznego oceniania świata, odsiewania jego nie wybrakowanych wartości, od wartości pokancerowanych: sezonowo cennych i przejściowo słusznych. 

Pani de Berny, Laura, wypali swoje piętno na "Komedii Ludzkiej". Jak siostra i jedna z jego kochanek, w odróżnieniu od nich, nazywana z łacińska Dilectą, jest charakterologiczną odwrotnością mroźnej kokietki - Eweliny Hańskiej.

cdn.

Komentarze (1)

  • Drogi Anonimie!

    nie piszesz, co WYMAGA KOREKTY

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się