Osobiste spojrzenie na Honoriusza Balzaka 3

Autor: Marek Jastrząb, Gatunek: Proza, Dodano: 21 lipca 2012, 13:57:14, Tagi:  wersja

 Scheda


Samouk o prawniczym wykształceniu, amator tylko słodkich winogron, jest nasączony cechami matki, surowej, oschłej, wyniosłej kukułki, apodyktycznej i wymagającej dla siebie szacunku, sfrustrowanej zwolenniczki "bezpłciowego macierzyństwa". Aż do śmierci będzie mu towarzyszył upiorny widok zgorzkniałej dewotki przygniecionej bezsensowną szamotaniną z losem i walczącej z urojeniami wewnętrznych rozdarć.

Odziedziczy po niej apetyt na miłość i bałamutne tłumaczenia własnych zrządzeń losu.

Po ojcu zaś otrzyma - gruszki na wierzbie i furiackie zamiłowanie do rojeń branych na serio. Jest zainfekowany sceptycyzmem ojca, wolnomyśliciela i grafomana pospołu, nieskazitelnego ignoranta z pretensjami do błyskotliwości, samozwańczego dydaktyka, demagogicznego szkoleniowca dla naiwnych, spryciarza kropiącego socjalno - prawne memoriały, pompatyczne brednie, uzdrowicielskie orędzia przystrojone truizmami,  wydającego płytkie moralitety, pretensjonalne zakalce adresowane do człowieka z dętą wiedzą.

Ojciec pisarza, nieprzejednany admirator Woltera, pochodzi z zapadłych stron. Własnym przemysłem i opętańczym sprytem szybko awansuje. Wygryza się z łapci wiejskiego szaraka i przymierza do bycia wojskową, grubą rybą: zostaje Dyrektorem aprowizacji, uchodzi za masona, jest krzykliwą reklamą brukowego sukcesu. To za Cesarza.

Za króla zaś jest znowu na właściwym wozie: doradcą ministra. Awans społeczny uderza mu do głowy, a że przejawia skłonności do brania bajek za fakty, dochodzi do przekonania, iż jego rodowód jest co najmniej szlachecki: z heraldyczną kokardką w reprezentacyjnej postaci "de".

Przykład jego kariery jest zaraźliwy dla rodziny, którą zakłada wkrótce. Dla rodziny utrzymywanej z mętnej wody bonapartyzmu. Odtąd naczelną dewizą Balzaków jest powiedzenie: "rzeczy nieosiągalnych nie ma", bo dla chcącego, nic trudnego, geniuszem może być pierwszy lepszy z ulicy, byle by miał w sobie ikrę, niezłomność w dążeniu do celu i dziarską ochotę do pokonywania losowych tam, byle by zachowywał równowagę pomiędzy fizycznym, a psychicznym stanem zdrowia, dysponował żwawym umysłem i miał smykałkę do niefrasobliwego życia, gdyż są to nieodzowne warunki osiągnięcia sławy, pozycji, majątku.

W spadku po tej niezrównoważonej rodzince, Honoriusz dostaje Bibliotekę Opracowań Wielorakich, istną kolekcję Arcydzieł Z Przeceny, pokaźny zlepek cegieł niezbędnych i efemerycznych: mądrych po ludzku i rozumnych na niby. Literacki galimatias wprowadza w chłonny umysł Honoriusza odkrywczy, niespokojny zamęt powodujący, że ma ochotę na indywidualne opracowanie tego, co przeczytał i przetrawił. Myśli więc o stworzeniu jednolitego systemu godzącego i logicznie wyjaśniającego sprzeczności zawarte w przeczytanych książkach.

Przekleństwo nauki wyrywkowej, nieuporządkowanej, nauki mającej sto arbitralnych odpowiedzi na jedno źle sformułowane pytanie, nauki nieogarniętej od początku do końca - zaowocuje dygresjami poutykanymi w szpary jego powieści, ezopowymi dywagacjami, wstawkami popychającymi fabułę w zamierzonym kierunku. Ale bez nich Balzak - jasnowidz, byłby ślepcem.

One to dowodzą potęgi jego umysłu! To za ich pośrednictwem jest  nieszablonowy: nie daje się wtłoczyć w jednoznaczną definicję.

cdn.

Komentarze (1)

  • Azaliż Balzak mitoman?Chyba nie, ot człowiek swojej epoki...Bon vivant raczej...

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się